że jest mi źle…dzisiaj akurat to wina totalnie nieprzespanej nocy..Calineczka dała czadu po szczepieniu, w tle burza i od 6.30 robotnicy za oknem..kurde..czekam kiedy zaczną o 5 rano..wrr
poza tym nieustająco w tle finanse leżą i nawet nie mają siły kwiczeć…jak człowieka dopada zmęczenie fizyczne to psychika solidarnie zaczyna siadać..ciekawe..na zasadzie sprzężenia?
piję 3 kawę, staram się ogarnąć pracę ale ciężko to mi idzie…gdzie te czasy gdy po przebalowanej nocy szło się do szkoły czy innej pracy i się żyło, myślało?
starość nie radość…paraliż
spaaać…
a w głowie myśli, które odganiam jak uprzykrzoną muchę…nie..nie chce ich..mimo,że sprawiają taką lekkość i beztroskę…ale dobitnie los mi pokazał, że coś za coś..i tylko to mnie trzyma w ryzach…ach te ciepło, słońce i zapachy:) automatycznie włącza się lekkomyślność
i myśl..co ci szkodzi…każdemu się należy…nie…i już:)
ja i rozsądek!? to znak, że się zestarzałam:D
i tylko czasem przemyka mi obraz mnie siedzącej na kanapie i wspominaniu..co mogłam a nie zrobiłam…ach ta wolna wola..nasza siła i przekleństwo…
a w zetce leci “relax, take it easy” drwina czy zachęta ?